Piekło Beskidów!!!

„Długi” weekend obfitował w sporą dawkę bólu, potu i błota. Ekipa w składzie Adam, Łukasz, Tomek, Olek, Mariusz, Prezes i Kasia (jako support) wzięła udział w wyścigu etapowym Beskidy MTB Tropy. Jest to jedna z najtrudniejszych etapówek w Polsce. Chłopaki wybrali krótszy dystans, Mega, ale tam też było, co podjeżdżać – 296,6 km i 7729 m w cztery dni. Pogoda w kratkę od słońca i 25*C do burz i 5*C. Zawodnicy mogli sprawdzić swoje umiejętności i wytrzymałość w różnych warunkach.

Najlepiej poszło Tomkowi zajmując 43 miejsce open na 220, poprawiając wynik z zeszłego roku. Kroku na trasach dotrzymywał mu Olek, który drugiego dnia zaliczył dwie wywrotki. Pierwszą zaliczył na zakręcie wjeżdżając w Tomka, a drugą na końcowym zjeździe do mety. Upadek okazał się na tyle mocny, że pęknięty kask i stan zdrowia nie pozwolił mu wystartować w kolejnych dniach. Za nimi tempo trzymali Łukasz i Adam. Oprócz lekkiego przeziębienia na szczęście nie mieli większych niechcianych przygód. Zmęczeni, zmarznięci, mokrzy, ubłoceni, ale szczęśliwi zawsze dojeżdżali cało do mety. Łukasz ukończył wyścig na pozycji 77/ 220, a Adam 98/220. Chłopaki podjęli walkę w klasyfikacji drużynowej i mimo eliminacji Olka udało się im zdobyć 5 miejsce za co WIELKIE GRATULACJE !!!!!

Dalej za chłopakami z trasą walczyli Mariusz 211/220 i Prezes, który miał wiele przygód nie tylko z pogodą, ale i z rowerem, gdyż codziennie zdarzała mu się jak jakaś awaria sprzętu, przez co musiał czasem zafundować sobie „mały” spacer. Na szczęście cało zawsze udało mu się dotrzeć do mety. Wszystkie te przygody sklasyfikowały go na 220 miejscu.
Chłopaki troszkę obolali i zmęczeni ale naładowani pozytywnymi emocjami już rozważają udział za rok.

W tym samym czasie w sobotę obył się wyścig w Ludwikowicach Kłodzkich, w których wzięli udział Sławek, Piotr, Kuba, Mirek, Marek i Mateusz. Żeby chłopaki poczuli chodź zalążek tego, co czuje reszta na trophy i tu pojawiły się burze fundując ostrą błotnistą przejażdżkę. Pierwszy na mecie dystansu Mega zjawił się Sławek, uciekając Piotrkowi o 51 sekund. Zaliczając 3 niegroźne gleby po drodze jako trzeci pojawił się Mirek. Jakub złapał kapcia co zabrało mu trochę czasu i dojechał 8 minut za Mirkiem. Stawkę naszej ekipy zamknął Marek.
Mateusz na Mini zmagał się nie tylko z ciężkimi warunkami ale i przeziębieniem. Dzielnie dojechał do końca mimo kilku nieprzyjemności.