Velo Dunajec & Velo Czorsztyn

W przerwie od ścigania udało się pojechać na trzy dniową wyprawę wzdłuż Dunajca. Start zaplanowaliśmy w Zakopanem, a metę w Tarnowie. Do Zakopanego przyjechaliśmy pociągiem z Gliwic. Pierwszy raz podróżowaliśmy pociągami z rowerami i zdziwiliśmy się, że takie podróże – szczególnie w środku wakacji – to spore wyzwanie. Chyba jeszcze sporo czasu minie zanim kolejarze to ogarną! Miałem wrażenie, że w PRL-u, gdzie nie było specjalnie wyznaczonych miejsc czy wagonów dla rowerów podróżowało się znacznie łatwiej.

Pierwszego dnia pod wieczór w ramach rozgrzewki zrobiliśmy około 30 km po Zakopanem. Następnego ranka trasą Velo Dunajec zmierzaliśmy do Nowego Sącza. Pogoda dopisywała, noga podawała, nachylenie trasu ujemne, więc w połowie trasy zdecydowaliśmy się pokonać jeszcze Velo Czorsztyn, po czym wróciliśmy na właściwy szlak. Dojeżdżając do Nowego Sącza liczniki pokazywał 175 km. Jak na podróżowanie z sakwami to niezły wynik, tym bardziej, że Velo Czorsztyn okazał się wymagający. Następnego dnia dalej wzdłuż Dunajca udaliśmy się do Tarnowa, skąd wróciliśmy pociągiem do Gliwic. W sumie wyszło prawie 300 km.

Taki sposób podróżowania, po latach przerwy, przypadł nam do gustu i z pewnością w przyszłym sezonie też znajdziemy czas na kilku dniowy wypad z sakwami.

Podróżowanie trasą Velo Dunajec i Velo Czorsztyn jest godne polecenia. Wyjazd z Zakopanego jest trochę uciążliwy, ale potem – z drobnymi wyjątkami – to już tylko czysta przyjemność. Najbardziej wymagający jest odcinek gdzie obie trasy się nakładają. Tam akurat jest co podjeżdżać!!!